Kotwiczenie jachtu

Jak stanąć na kotwicy? Teoretycznie to proste. Sprawdzamy głębokość, wydajemy 3-5 razy więcej łańcucha niż wynosi głębokość…

W praktyce jednak są różne rodzaje dna, są wiatry i fale, czasem inne kotwiczące jachty, ląd w pobliżu. Więc teorię trzeba trochę wzbogacić, bo każde kotwiczenie jest inne.

 

Wybierając się na rejs po Chorwacji na pewno poznacie uroki postoju w zatokach na kotwicy, gdzie nie ma szumu miasta, dookoła jest ciemno a nad głowami tylko rozgwieżdżone niebo.

 

Zacznijmy od początku. Najczęściej spotykane na jachtach czarterowych kotwice to pługowa CQR lub Bruce’a przymocowane na 50 metrach łańcucha.
Jeszcze w porcie przed wypłynięciem sprawdzamy czy na łańcuchu są znaczniki umieszczone co 5 lub 10 metrów. Jeśli nie ma to warto mieć dobrze zaopatrzoną skrzynkę bosmańską ( ja zawsze w skrzynce bosmańskiej wożę pisak lakierowy i jeszcze w porcie nanoszę znacznik)i. Bez lakieru też można sobie poradzić. Trzeba tylko zmierzyć, w jakim czasie winda wydaje 5 i 10 metrów i na kotwicowisku zliczać ilość wydanego łańcucha w ten sposób, ale oczywiście ze znacznikami jest prościej. Przy okazji sprawdzam i ewentualnie poprawiam połączenie końcówki łańcucha z łódką.

 

Wybierając miejsce do kotwiczenia optymalnym rozwiązaniem będzie zatoka, ale jeśli takowej nie ma można rzucić kotwicę w każdym miejscu, które nie jest objęte zakazem i spełnia warunki bezpiecznego postoju. Po pierwsze głębokość i tutaj czym mniejsza tym jacht będzie pewniej stał, ale ważną rzeczą jest, aby sprawdzić głębokości w promieniu kilkudziesięciu metrów, gdyż jacht na kotwicy może myszkować dookoła i dobrze, żeby nie zakotwiczyć na stałe na pobliskiej płyciźnie. Kotwiczenie na głębokościach powyżej 10 metrów może być ryzykowne, jeśli zerwie się silniejszy wiatr.

 

Kotwicowisko, w którym stajemy na noc powinno być zawietrzne. Zdecydowanie lepiej jeśli wiatr będzie was wypychał z zatoki niż pchał na brzeg, co np. w Chorwacji ze względu na skaliste brzegi może mieć opłakane skutki. Kierujemy się więc kierunkiem wiejącego wiatru nie zapominając o prognozie i przewidywaniu, gdyż wiatr może zmienić kierunek.

 

Mając spełnione powyższe warunki zaczynamy stawanie na kotwicy. Chwilę poobserwujcie wiatr i zachowanie stojących w tym miejscu jachtów tzn. po jakim promieniu myszkują na kotwicy. Ustalcie gdzie mają rzucone kotwice, tak żeby nie skrzyżować łańcuchów.

Podążając za stojącymi jachtami stajemy zawsze dziobem w tą samą stronę, co wszystkie jachty lub jeśli nie ma wiatru to wzorujemy się na tym jachcie, który będzie najbliżej nas. Odległość bezpieczna to największa możliwa od jachtów i brzegów.

 

Najeżdżamy dziobem na miejsce, gdzie chcemy rzucić kotwicę (kotwiczymy oczywiście zawsze pod wiatr). Zatrzymujemy jacht i rozpoczynamy wydawanie łańcucha. Jak kotwica znajdzie się na dnie włączamy małą wstecz i powoli wycofujemy jacht. Jak zaplanowana długość łańcucha znajdzie się w wodzie, przestajemy go wydawać, wyłączamy napęd i czekamy na delikatne szarpnięcie i zatrzymanie jachtu świadczące o tym, że kotwica się zacięła o dno. Możemy poprawić zacięcie przez krótkiego „kopniaka” gazem na wstecznym. Obserwujemy przez chwilę zachowanie jachtu i jak jesteśmy pewni, że kotwica trzyma dna to możemy odstawić silnik.

 

Najprostsze kotwiczenie jest na spokojnej wodzie.
Jeśli wiatr uderza z różnych kierunków to powinniście zacząć manewr w momencie, kiedy najmniej wieje, a jeśli podmuchy są silne i z różnych kierunków to najazd na miejsce, w którym kotwica wejdzie w wodę i cały manewr będzie musiał być wykonany szybko i precyzyjnie. Trzeba po prostu przez chwilę poobserwować zachowanie wiatru i wejść w ten rytm.

 

Zwykle przy wiejącym wietrze wydajemy kotwicę kilkanaście sekund wcześniej i przepływamy o kilka metrów miejsce, w którym planujemy jej spotkanie z dnem, tak żeby cofając być dziobem w miejscu, w którym zaplanowaliście, że będzie leżała kotwica. Od tej chwili rozpoczynamy powolne wycofywanie jachtem cały czas wydając łańcuch. Z początku dziób może trochę pomyszkować zanim jacht nabierze sterowności na wstecznym, ale później powinno się płynąć po prostej linii, a nie po sinusoidzie. Jeśli jacht myszkuje to łańcuch ułoży się nierówno i będzie go trzeba wybrać. Niekoniecznie windą. Lepiej jest powoli wycofywać jacht, aż poczujecie, że łańcuch się wyprostował i ewentualny nadmiar dopiero wtedy wciągnąć windą kotwiczną, odciążając ją bardzo powolnym napływaniem do przodu. W takim przypadku należy wydać najpierw odpowiednio więcej łańcucha, ponieważ napinając go możemy pociągnąć o kilka dodatkowych metrów nie zaciętą kotwicę.

 

Dobrą metodą jeśli musimy wykonać manewr szybko jest wysprzęglenie łańcucha. W ten sposób kotwica szybko znajdzie się na dnie z większym prawdopodobieństwem trafiając w zaplanowane miejsce. Ważne aby wtedy jacht już płynął tyłem, tak aby łańcuch ładnie się rozciągnął po dnie i nie zrobiła się splątana „klucha”. Trzeba odpowiednio wcześniej tzn. zanim skończy się łańcuch zatrzymać jacht, żeby wyhamować wydawanie łańcucha i wtedy dopiero zablokować windę.

 

Niekiedy miejsca na kotwicowisku jest niewiele. Nieraz zdarzało mi się wpływać tyłem pomiędzy dwa jachty wydając jednocześnie kotwicę, co wzbudzało spore zainteresowanie sąsiadów. Trzeba jednak pamiętać, że zanim kotwica osiągnie dno gdy już płyniemy na wstecznym to zdążymy być kilka – kilkanaście metrów dalej niż weszła do wody. Następnie jak leży na dnie to przez pierwsze kilka metrów możemy ją wlec za sobą, więc odległość od wejścia kotwicy w wodę do jej ustabilizowania na dnie może osiągać niekiedy 10 i więcej metrów. Z tego też punktu należy ocenić ilość wydanego łańcucha pamiętając, że liczy się głębokość na jakiej leży kotwica, a nie na jakiej będzie stał jacht. Długość wydanego łańcucha liczymy od wody a nie od windy, gdyż niekiedy wysokość dziobu nad wodą wynosi np. 2 metry. Jeśli kotwica złapała dno na płyciźnie a potem głębokość szybko się zwiększa to należy doliczyć i wydać odpowiednią ilość. Generalnie zasada jest taka, żeby jak największa ilość łańcucha leżała na dnie. Łańcuch nie może wyrywać kotwicy do góry, a powinien ją ciągnąć pod jak najmniejszym kątem do dna.

 

Ukształtowanie dna również wpływa na jakość zakotwiczenia. Jeśli dno szybko opada, co najczęściej występuje przy brzegu i stajemy dziobem do brzegu to należy wydać odpowiednio większą długość łańcucha, gdyż będzie on łatwiej wyrywany. Jeśli w tej samej sytuacji stajemy rufą do brzegu to długość łańcucha może być mniejsza. Taka sytuacja będzie korzystna gdy chcemy wywieźć cumę na ląd. Wtedy mamy dodatkową stabilizację jachtu i jest to bezpieczne dopóki nie przyjdzie silny wiatr z burty.

 

Na koniec każdego manewru kotwiczenia należy zaciągnąć kotwicę. Na skalistym dnie nie będzie to miało znaczenia, bo wtedy trzyma tylko ciężar łańcucha, ale tam gdzie łopaty wejdą w dno, pozwoli to na pewny postój. Oczywiście w dobrym zwyczaju jest mieć na kotwicowisku bojrepę (pławkę oznaczającą na powierzchni wody, w którym miejscu jest kotwica waszego jachtu).

Jachty stojące na kotwicy ustawiają się zawsze do wiatru najbardziej opływową częścią czyli dziobem. Zmienne podmuchy wiatru powodują, że jachty na kotwicowisku krążą wokół kotwicy czyli myszkują. Tak samo powinien się zachowywać wasz jacht. Jeśli nie jesteście pewni na jakich długościach kotwiczą sąsiednie jachty to trzeba zapytać o to sąsiadów. Warto mieć podobną długość łańcucha, żeby wasz jacht podążał w takim samym tempie i po podobnym okręgu dookoła kotwicy jak pozostałe łódki. Jeśli macie inne odczucia co do długości łańcucha i chcecie go wydać więcej to musicie się oddalić od jachtów, które stały na kotwicowisku wcześniej, aby zapewnić sobie odpowiednią ilość miejsca na myszkowanie wokół kotwicy. Różne są praktyki, ale ja przeważnie na kotwicowisku wyrzucam odbijacze na burty tak na wszelki wypadek.

 

W niektórych portach, także w Chorwacji, cumowanie do nabrzeża wymaga rzucenia kotwicy z powodu braku muringów. Cumując w ten sposób zwykle wyrzucam całą długość łańcucha. Najistotniejszym elementem jest wtedy, żeby napływać na miejsce cumowania tyłem po linii prostej z dużej odległości od brzegu, tak aby nie było konieczne kręcenie „esów” po drodze co mogłoby się skończyć położeniem łańcucha na kotwicy cumującego obok w ten sam sposób sąsiada.

 

Ostatnią ważną na kotwicowisku rzeczą jest plan „B” w zanadrzu, który możemy szybko wprowadzić w życie w razie zmiany kierunku wiatru lub zerwania z kotwicy.

 

Schodzenie z kotwicy jest już o wiele łatwiejszym manewrem. Dajemy na chwilę silnikiem do przodu, tak żeby zluzować łańcuch i wciągamy go windą. Jeśli jacht nabierze inercji, nie ma już potrzeby wspierania się silnikiem. Trzeba kontrolować tylko żeby nie przepłynąć nad kotwicą i w odpowiednim momencie zatrzymać jacht. Przepłynięcie może jednak nieraz być konieczne, jeśli kotwica nie chce puścić dna. Wtedy można ratować się takim manewrem.

 

Podczas zwijania łańcucha obserwujemy jachty stojące obok. Jeśli któryś obraca się w naszą stronę dziobem to może być zły znak. Jak już dojdzie do splątania łańcuchów to załogi obydwu jachtów muszą współpracować. Można próbować zanurkować i zrzucić kotwicę z łańcucha jeśli jest płytko, ale jeśli głębokość jest większa to lepszym rozwiązaniem jest dobicie burta w burtę ze splątanym jachtem, podciągnięcie kotwic do miejsca splątania i rozpętanie ich na powierzchni.

 

Wszystkim żeglarzom życzymy niezapomnianych nocy na kotwicowiskach.